egzotyczny start w Meksyku

Barbara Świerc Bieganie

Pierwszym startem takim poważnym w sezonie planowałem biegi w Szczawnicy. Niespodziewanie przyszła propozycja startu w Meksyku w mieście Tlatlauquitepec. Tam jeszcze nie byłem. Wybrałem dystans 53 km czyli tylko ciut więcej niż w Szczawnicy. Miałem okazję bliżej poznać się z Pau Capell zawodnika, który ostatnio wygrywa wszystko w UTWT, Manu i Gerarda z Buffa, oraz lokalnych mocarzy. Cały tydzień poznawałem wraz z ekipa Meksyk, oprowadzał nas sam organizator zawodów Orlando. Oprócz typowo turystycznych miejsc, mieliśmy okazję zobaczyć dużo więcej.

Same zawody bardzo trudne, mój dystans wybrała cała czołówka Meksykanów, ale to jeszcze bardziej motywowało. Start na 53 km wcześnie rano, gdzie w pierwszej godzinie mogliśmy obserwować wschód słońca był magiczny. Zawodnicy ruszyli jak na 10 km i naprawdę nie wiedziałem co tu robić. Odskoczyło mi 5 zawodników na zbiegu w puszczy. Zbieg był bardzo długi 15 km i cały czas nie mogłem ich nawet zobaczyć ani złapać kontaktu wzrokowego. Zbiegałem naprawdę szybko a ich ani śladu. Jak zaczęło się wypłaszczenie i pokonywanie rzek w końcu ich zobaczyłem. Miałem ok. 90s starty. Wtedy zaczął się podbieg i robiąc go w miarę aktywnie łapię po kolei kolejnych zawodników. Na szczycie doganiam ostatniego i wchodzę na prowadzenie. Zaczyna się zbieg i tu się gubię.Łapie mnie dwóch zawodników. Zostało 8 km do mety i kolejny podbieg. Wykrzesałem ostatnie siły na końcowy odcinek. I to się udało, drugi zawodnik zostaje za mną w tyle i wbiegam na pierwszym miejscu. Paul wygrywa na najdłuższym dystansie, Manu wygrywa na najkrótszym a Gerard zajmuje drugie miejsce. Także mieliśmy nie złą średnią, patrząc na cały Team Buff. Powrót do kraju bbył długi i męczący ale na pewno jeszcze kiedyś chciał bym wrócić do Meksyku.