TDS wygrywa Marcin Świerc

TDS – Tour De Swierc

Marcin Bieganie

Na bieg TDS do Francji jechałem z założeniem by zawody pobiec jak najlepiej. Włos jeżył się na głowie, gdy widziałem listę startową. Gwiazdy takie jak: Hayden Hawks, Ludovic Pommeret, Tom Ovens, Tofol Castaner, Zaid Aid Malek, Dmitry Mitayev, Dylan Bowman, PabloVilla, i jeszcze kilku innych mocarzy. Jadąc na zawody nie myślę o zwycięstwie, tylko o tym by dać z siebie wszystko. Myślenie o zwycięstwie może nas wypalić i obrócić się przeciwko nam. Patrząc na konkurencję to pierwszej dziesiątki byłem w miarę pewny (o ile w ultra można być czegoś pewnym 😉), pierwsza 5 – tka to byłaby rewelacja, a top 3 brałbym w ciemno. O zwycięstwie nawet nie marzyłem! Uwierzyłem w to dopiero kilka kilometrów przed metą, niesiony aplauzem kibiców na ulicach Chamonix.

Od początku biegło mi się bardzo dobrze. Moja strategia na bieg to ‘na Świerca’ czyli zacząć spokojnie ale kontrować sytuację by rywale nie uciekli za daleko. Przy tak długim biegu wiedziałem że zbyt ostrzy początek może przekreślić dobry wynik.

W pierwszej części dystansu nie wyrywałem do przodu. Zaczynałem z 29 pozycji. Na każdym punkcie odżywczym przesuwałem się do przodu, kolejnych pomiarach czasu byłam już 12, 6, by wejść do czołowej 5-tki. Jednocześnie cały czas kontrolowałem sytuacje. Czołówka była bardzo blisko siebie.

Na punkcie w Bourg Saint Maurice (51 km) tu byłem już na piątej pozycji tuż za Tofolem. Tutaj mogła być też Basia. Porządnie zjadłem, uzupełniłem płyny i zapas żeli. Poleciałem dalej. Zaczynała się już formować prowadząca grupka. Za nami kolejni zawodnicy mieli już większą stratę czasową, ale to przecież nie było nawet połowy dystansu. Wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Organizatorzy kontrolowali wszystkim zawodnikom sprzęt, niestety zajęło to sporo czasu, gdyż trudno z nimi porozumieć się po angielsku. No ale takie życie, trzeba było szybko się zebrać i biec dalej. Do następnego punktu gdzie mogła być Basia miałem ponad 40 km. Punkty trudno dostępne więc na trasie mało było kibiców.

Ważnym punktem był 97 km – Les Contamines, przybiegłem na 4 pozycji. Tu znów miałem swój suport. Podobno pierwsze co powiedziałem jak przybiegłem ‘Daleko, za daleko’. Trochę zabrakło mi wody, gdyż po zmianie trasy punkt przesunął się o parę km dalej niż to było pierwotnie. Na szczęście Basia zachowała zimną głowę. Kazała mi zjeść, napić, uzupełniła softflaski, jedzenie, dała motywacyjnego kopa. Jeszcze na punkcie wyprzedziłem Pablo Villę, jak się potem okazało zszedł z trasy kilkaset metrów za punktem. Za mną był tylko Tolof ale miał już kilkanaście minut straty.

Na podejściu na Col de Tricot tasowałem się z Amerykaninem. Nawet na szczęście przybiliśmy sobie piątkę, obydwoje cieszyliśmy się że to już ostatnia taka góra. Teraz już w dół. Na zbiegu odszedłem Dylanowi. Do les Houches dobiegłem na drugim miejscu. Już w miasteczku zaczęła mi szwankować czołówka. Musiałem ją zmienić na punkcie. Uzupełniłem też colę. W tym momencie Dylan przebiegł koło mnie nie zatrzymując się ani na sekundę. Pomyślałem nie przegram przez czołówkę! Zostało 8 km i postanowiłem ze to będzie moje najlepsze 8 km w życiu. Nie miałem nic do stracenia. Po ok 2-3 km doszedłem Dylana. Zrobiłem długi rytm, próbował dotrzymać mi kroku ale na szczęście nie wytrzymał. Widziałem jak jego czołówka zostaje powoli z tyłu. Nie zwalniałem. Po chwili ludzie na trasie powiedzieli mi że prowadzący Rosjanin jest 20-30 sekund przede mną. Pomyślałem ‘Tylko tyle?! No to cisnę!’ Faktycznie go dogoniłem! Nie wierzyłem w to. Startowałem już z nim na zwodach i wiedziałem że to mega mocny gość. Przyspieszyłem, przebiegłem obok niego jak TGV, Dmitry nawet nie próbował się przytrzymać. Widać było że jest zmęczony. Tu zapaliła mi się lampka, że mogę wygrać te zawody! To naprawdę może się wydarzyć. Ostatnie 2-3 km to już bieg przez Chamonix, kibicowali mi Luis Alberto, Ludovic Pommeret, Hayden. Tłumy biły brawo. Dostałem flagę od przyjaciela i szczęśliwy wbiegłem na metę. Wygrałem! Zostałem zwycięzcą TDS! Usłyszałem: The winner is Marcin Świerc! Byli przygotowani, tym razem już umieli wypowiedzieć moje nazwisko.

Radość i emocje ogromne, do tego stopnia że nie przespałem nocy po zawodach. Adrenalina wciąż działała. Ktoś z tłumu podsumował: TDS – Tour de Swierc.

Dziękuje kibicom tym na miejscu, tym przed komputerami i telefonami, jesteście niesamowici! To wsparcie i dobre emocje czuć na odległość.

TDS – Tour de Swierc TDS – Tour de Swierc