Lavaredo Ultra Trail

Lavaredo Ultra Trail – nieukończona włoska przygoda

Marcin Bieganie

Start we Włoskiej Cortinie w Lavaredo Ultra Trail miał mnie przygotować do głównego startu TDS. Chciałem zobaczyć jak mój organizm znosi dystans 120 km bo wcześniej nie startowałem na takim długim dystansie. To też zawody z cyklu Ultra Trail World Tour.

Start zawodów był o 23 także sporą część pokonuje się po ciemku. W dzień startu próbowałem spać po południu ale mimo grubych zasłoń trudno było mi zasnąć. Pogoda była też w tym roku wyjątkowo zimna. Zapowiadano spadek temperatury poniżej 5 stopni. Zapowiadała się ciężka przeprawa. Na starcie duża grupa mocnych zawodników Pau Capell, Hayden Hawks, Tim Tollefson Michel Lanne czy Diego Pazos.

Zawody Lavaredo Ultra Trail rozpocząłem zgodnie ze swoją zasadą czyli spokojnie. Niestety już po 30 km zaczęły się problemy. Bolał mnie żołądek, miałem lekką kolkę. Na pierwszym punkcie wypiłem rumianek. Spróbowałem coś zjeść. Czołówka jeszcze nie uciekła tak daleko, postanowiłem przetrwać kryzys. Liczyłem że będzie lepiej. Niestety tak się nie stało… Czułem się coraz gorzej. Mimo coli na punktach nie byłem wstanie nic zjeść. Wiedziałem że bez jedzenia to można jeszcze przebiec maraton ale ultra i to 120 km nie ma szans. W górach było przeraźliwie zimno, potęgował to jeszcze mocny wiatr. Organizatorzy mówili że to jedna z najzimniejszych edycji. Z każdym kilometrem zamiast czuć poprawę, słabłem. Mijali mnie kolejni zawodnicy a ja nie miałem sił się z nimi ścigać. Dotarłem do punktu odżywczego na około 67 km. Tam czekała Basia. Podnosiła mnie na duchu, motywowała. Ja już wiedziałem że wyścig się dla mnie zakończył. Postanowiłem zejść z trasy Lavaredo Ultra Trail. Spacerowanie przez kolejne 60 km nie było moim celem. Biegi górskie, a zwłaszcza biegi ultra nie wybaczają. Załamany wsiadłem do auta i pojechaliśmy do hotelu.

W mojej głowie pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Czy nadaje się na biegi ultra? Czy dobrze się przygotowałem do tych zawodów? Gdzie popełniłem błąd? Co będzie z TDS? Przecież tam też jest 120 km. A UTMB?? Mnóstwo pytań…

Ważne ze w tym czasie miałem obok siebie bliskie mi osoby, wsparcie w takich momentach jest niezbędne. Droga do UTMB trwa dalej, nie poddam się tak łatwo…